Mariusz z Dublina za trzy miesiące miał się ożenić. W Polsce budował dom. Znajomi mówią, że od lutego był jakiś „nieswój”.
Kwietniowego poranka dał obrazek z Jezusem chorej na cukrzycę kwiaciarce i chwilę później skoczył z prawie 40-metrowego dźwigu.
Narzeczona nie wierzyła w śmierć i przez kilka dni w szoku czekała na Mariusza w domu. Znajomi i rodzina nie mogą zrozumieć, dlaczego to zrobił. – Znaliśmy się z Mariuszem od dziecka – mówi Tomek, przyjaciel zmarłego.
– Nie miał żadnych powodów do zmartwień. W pracy dobrze sobie radził,w Polsce budował dom, a w sierpniu miał się ożenić. Pamiętam, że w lutym poleciałem do Polski, a gdy wróciłem Mariusz był już zupełnie innym człowiekiem. Nic go nie cieszyło, zamknął się wsobie. Często mówił, że nie daje rady, ale nie chciał o tym rozmawiać. Na kursie przedmałżeńskim, na który chodziliśmy razem, często pytał o życie pozagrobowe. Od lutego Mariusz chodził codziennie do kościoła, przyjął namaszczenie chorych. Mówił głośno o myślach samobójczych w pracy i znajomym. Feralnego dnia wyszedł z domu, poszedł do chorej na cukrzycę kwiaciarki. – Powiedział
jej, żeby dbała o siebie i zdrowie – mówi Tomek.
– To było przed ósmą rano. Pojechał na budowę w Inchicore i zaczął się wspinać na prawie 40-metrowy dźwig. Pracownicy budowy próbowali go powstrzymać, ale wszedł na samą górę i skoczył. Był w jakimś dziwnym amoku. Do dzisiaj nie możemy zrozumieć, dlaczego to zrobił. Nie zostawił żadnego listu. Narzeczona przez trzy dni czekała na
niego w domu i nie wierzyła, że Mariusz już nie wróci. Miał 27 lat. Rodzice
zabrali jego ciało i pochowali w Zielonej Górze.
Czy tej tragedii można było zapobiec?
– Powszechnie uważa się że jeśli ktoś faktycznie chce pozbawić się życia, to o tym nie mówi – mówi Ewa Tomalczyk, psychiatra Polskiej Przychodni Lekarskiej w Dublinie.
– Ignoruje się tych, którzy głośno to deklarują. Człowiek mający problemy, który
cierpi i nie widzi wyjścia z sytuacji, może targnąć się na własne życie i zwykle robi
to wsposób dla otoczenia zaskakujący i niezrozumiały. Nic nie wskazywało na to, że może popełnić samobójstwo. Z drugiej strony osoba głośno deklarująca swoje zamiary może również targnąć się na własne życie. Celem takich osób jest zwrócenie uwagi na siebie – wznaczeniu „wołania o pomoc”. Te osoby również mają jakiś problem osobisty
czy zdrowotny, nie radzą sobie z nim i nie wiedzą do kogo zwrócić się po pomoc. Nie powinno sie lekceważyć żadnego „sygnału” płynącego od tych osób. Warto spróbować nakłonić osobę z problemami do wizyty u lekarza bądź psychologa, choć wiem, ze to bywa czasem trudne. Niestety ciągle pokutuje wśród wielu osób przekonanie, że pójście
do psychologa lub co gorsza do psychiatry to wstyd.
artykuł ukazał się w darmowym tygodniku "Nasz Głos"
autor: Marcin Klinkosz
piątek, 9 maja 2008
Zabił się tuż przed swoim ślubem ...
Naskrobane przez: fAzI o 14:45
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 koments:
Prześlij komentarz